Różnicowanie społeczeństwa jest jednym z najsilniejszych efektów polityki gospodarczej ostatnich piętnastu lat. Naturalną jego konsekwencją jest wzrost wpływów wąskiej grupy ludzi nazywanej “elitą”, która kształtuje ład państwowy zgodnie ze swoimi poglądami – nierzadko skażonymi partykularyzmem. . Konieczność przekonania znaczącej części społeczeństwa do swoich racji, w perspektywie zbliżających się wyborów parlamentarnych, stanowi problem w każdej demokracji: jak skłonić wyborców do głosowania – niekiedy nawet wbrew ich interesom?

Wypróbowanymi sposobami uzyskania tego celu jest ograniczanie możliwości wyboru oraz marketing polityczny. Nie dyskutuje się więc kwestii fundamentalnych - jak na przykład moralna ocena mechanizmów ekonomicznych - gdyż uznaje się je za zdeterminowane, nie podlegające dyskusji. M. Thatcher określiła tę sytuację skrótem TINA ("There Is No Alternative" - "nie ma alternatywy"). Odmienną wizję rzeczywistości ekonomicznej prezentuje Kościół Katolicki: “należy koniecznie napiętnować istnienie mechanizmów ekonomicznych, finansowych i społecznych, które, chociaż są kierowane wolą ludzi, działają w sposób jakby automatyczny, umacniają stan bogactwa jednych i ubóstwa drugich.” [Jan Paweł II Encyklika “Sollicitudo rei socialis”].

Ludzie o umiarkowanych poglądach tolerują taką sytuację, obawiając się konsekwencji gwałtownych, rewolucyjnych zmian. Jednak, narastanie rozd¼więku między przyjętym przez elity konsensusem, a realiami postrzeganymi przez ogół społeczeństwa sprzyja powstawaniu populizmu. Głębokie przekonanie o własnej, intelektualnej wyższości, bywa jedyną bronią elit w ich walce z poglądami określanymi jako ”populistyczne”. Postawa wysłuchiwania racji “innych - nawet
głupich i nieświadomych” [Dezyderata] się nie przyjęła.

Poważniejsze konsekwencje, tak rozumianego konserwatyzmu powstają z chwilą, gdy narasta konieczność zmiany powszechnie akceptowanych założeń. . Rewolucja naukowo techniczna, globalizacja, oraz rozwój społeczeństw obywatelskich sprawiają, że wiele fundamentalnych kwestii należałoby przemyśleć na nowo. Ekonomista amerykański M. Porter pisze: “Potężne siły przeciwdziałają podnoszeniu poziomu gospodarki, od przestarzałych poglądów na konkurencyjność, do starych, mocnych grup interesów prosperujących w dotychczasowych odpowiadających im warunkach”. Zwolennicy tych “przestarzałych poglądów” zdają się nie rozumieć, że wolność gospodarcza, to także wolność do tworzenia złożonych struktur, budowanych przez niezależne podmioty, współpracujące i konkurujące ze sobą. Takie struktury silnie powiązane z lokalną społecznością nazwał Porter klastrami (ang. cluster). Klastry gospodarcze okazują się być zdolne do rywalizacji z potężnymi ponadnarodowymi koncernami, z uwagi na wykorzystanie lokalizacji dla uzyskania przewagi konkurencyjnej (Porter nazwał to “paradoksem lokalizacji”).

 

Ludzie po tamtej stronie lasu ....

 

W pewnej pięknej baśni, mała dziewczynka zapuszcza się do złowrogiego lasu, w którym niegdyś zaginął jej ojciec. Mieszkańcy wioski, z której ona pochodzi uważają, iż las ten odgradza ich od złych ludzi, którzy żyją po jego drugiej stronie. Okazuje się jednak, że jest to dzieło złej czarownicy, a zaklęcie po którym las znika, uwalniając zagubionych w nim ludzi brzmi: “ludzie po tamtej stronie lasu są tacy sami jak my”. Analogia z “żelazną kurtyną” nasuwa się sama. Ani różnorodność kultur i zwyczajów, ani zasadnicze różnice w poziomie dochodów nie sprawiają, że nasze problemy są czymś unikalnym i wyjątkowym. W całej Europie narastają problemy bezrobocia, rosnącej grupy “wykluczonych”, niewydolności budżetów wobec problemów socjalnych.

Wśród działań, które mają pozwolić na sprostanie tym problemom szczególnego znaczenia nabiera rozwój społeczności lokalnych. Teoria klastrów ma tutaj kluczowe znaczenie. Polscy politycy, krytycznie nastawieni do europejskiej biurokracji dostrzegają w tym procesie niebezpieczeństwo dezintegracji państwa. Ta podejrzliwość powinna zostać ograniczona do dbałości o to, by zamiast rozwoju regionów nie następował rozwój biurokratycznych struktur. Oparty o indywidualną przedsiębiorczość rozwój społeczności lokalnych to potencjalne ¼ródło “bogactwa narodów”. Niestety - wielu polskim ekonomistom “zawróconym” z socjalizmu, liberalne dogmaty utrudniają krytyczne myślenie (chyba najśmieszniejszy przykład takiego doktrynerstwa to odpowied¼ jednego z ekonomistów na pytanie o to jak zwalczać recesję: ponieważ w gospodarce rynkowej okresy koniunktury występują cyklicznie – wystarczy poczekać). Dlatego nie tylko nie ma publicznej debaty na temat klastrów, ale nawet w środowiskach naukowych zainteresowanie tym zagadnieniem jest niewielkie (ostatnio ono nieco wzrosło, gdyż pojawiły sie pieniądze z UE na rozwój klastrów). Politycy zaś podzielili się na dwa wrogie obozy: jedni w imię świętych praw ekonomii są gotowi na każde wyrzeczenie (byle ono ich nie dotyczyło), a drudzy deklarują obronę wybranych grup obywateli. £ączy ich tylko jedno: społeczeństwo to nie jest dla nich wspólnota, ale jednostki połączone w “grupy interesów”.

Tymczasem te “święte prawa” często są ideologicznymi założeniami (a próby ich uzasadniania mogą budzić zdumienie, u każdego kto zetknął się z metodologią nauk). Z drugiej zaś strony przekonanie, iż nawet najbardziej wpływowy polityk jest w stanie przeciwstawić się potężnym mechanizmom działającym w gospodarce jest naiwne. Zadaniem polityków powinno być stworzenie warunków w których działania troszczących się o swój byt obywateli współgrają z działaniami podejmowanymi dla dobra ogółu.

 

Brać sprawy w swoje ręce?

 

Chyba największym problemem Polski jest ubożenie ludności wiejskiej. Wieś wielokrotnie była obiektem różnych politycznych eksperymentów. Dziś znów straszy się chłopów deskansenizacją – tak jak niegdyś odkułaczeniem. Tymczasem nikt nie wie – jak będzie wyglądała wieś za 50 lat. Mit o dobrodziejstwach farmeryzacji jest coraz częściej podważany. Wieś jest postrzegana jako dogodne środowisko twórczej działalności – podstawy funkcjonowania godnego społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że trend odpływu ludności ze wsi do miast uległ odwróceniu. Tworzenie struktur gospodarczych na wsi jest palącą potrzebą chwili. Pozwoli to na wzrost udziału wsi w wypracowanej w sektorze żywnościowym wartości dodanej (obecnie 1/3 tej wartości jest realizowana poza wsią), rozwój pozarolniczych ¼ródeł dochodu oraz wejście rolników na wolny rynek na zasadach równych z innymi jego uczestnikami. Organizacja życia gospodarczego na wsi w klastry wydaje się idealnym rozwiązaniem.

Ta szansa została dostrzeżona na Podkarpaciu. Pojawiające się alternatywy dla zaproponowanego tam programu rozwoju przedsiębiorczości lokalnej w ramach klastrów budzą zdumienie, a nawet przerażenie u każdego, kto zna polską wieś. Wbrew powszechnej propagandzie dopłaty bezpośrednie nie stanowią skutecznego antidotum na problemy wsi. Tym bardziej trudno sobie wyobrazić realizację pomysłów w rodzaju “rent socjalnych” dla rolników nie produkujących na rynek, czy wykup ziemi od małorolnych chłopów w celu zmuszenia ich do migracji do miast.

W powszechnej świadomości podkarpackie wsie najsilniej kojarzą się z galicyjską biedą. We wspomnieniach z owych czasów nierzadko można znale¼ć opinie, że pomimo tej biedy ludzie byli wówczas szczęśliwi. Bogactwo życia tej ubogiej wsi było zdumiewające. To tu działały uniwersytety ludowe, teatrzyki wiejskie i różnorakie struktury ekonomiczne tworzone z inspiracji licznych kółek rolniczych.

Przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego badania (“Polska lokalna wobec integracji europejskiej”) wykazały, że co prawda – tak jak w innych rolniczych regionach “dla chłopów ziemia przestała być główną wartością dającą samowystarczalność i pewność egzystencji, prestiż i pozycję społeczną [...] - pewność egzystencji dają obecnie renty i emerytury”, jednak “w regionie Podkarpackim, gdzie stopień identyfikacji i oddziaływania tradycji są najsilniejsze, spotykamy się zarówno z przekonaniem mieszkańców o potencjalnych możliwościach współdziałania, jak też z konkretnymi przykładami”.

Mamy więc tradycję do której możemy nawiązać oraz wiele przykładów wspólnych inicjatyw społecznych. Dlaczego więc, chłopi nie potrafią realizować wspólnych działań gospodarczych? Często można spotkać opinię, iż winna jest tu “chłopska mentalność”. Konsultacje z rolnikami wskazują na inne przyczyny. Oni nie chcą uczestniczyć w przedsięwzięciach, w których ryzyko wykraczałoby poza odpowiedzialność za własne działania. Wbrew pozorom, troska o ojcowiznę nie jest mniejsza niż dawniej. Dlatego spółki osobowe z solidarną odpowiedzialnością nie są akceptowane. Potrzebne są lu¼ne struktury pozwalające współdziałać niezależnym podmiotom: rolnikom i przedsiębiorcom. Czyli: potrzebne są klastry.

 

Uroki demokracji pośredniej

 

Dostrzegając potrzebę nowych uregulowań prawnych ułatwiających tworzenie klastrów, inicjatorzy klasteringu wiejskiego na Podkarpaciu zwrócili się do parlamentarzystów z prośbą o wsparcie działań w tym kierunku. Szanse pozytywnego zakończenia tej inicjatywy wydawały się spore. Nie stoi ona bowiem w sprzeczności z programem żadnej znaczącej partii politycznej.

Partie konserwatywne często odwołujące się do religii optymizmu jakim jest chrześcijaństwo powinny dostrzec iż ekonomia klastrów jest ekonomią na TAK (kapitalizm sojuszników w miejsce wyścigu szczurów). Politycy wskazujący na problemy patologii w gospodarce mogą znale¼ć na nie skuteczne lekarstwo w postaci klastrów. Zwolennicy wolności gospodarczej - podkreślający iż to nie politycy budują państwo, ale jest ono tworzone przez codzienny wysiłek wszystkich obywateli - mogą promować klastry jako struktury odporne na próby odgórnych regulacji. W końcu – dla nowoczesnej lewicy - klastry mogą stanowić rozwiązanie problemu pogodzenia wrażliwości społecznej z wymogami wolnego rynku. Klaster tworzy możliwości integracji społecznej nawet słabych ekonomicznie obywateli. Przeciwstawia się marginalizacji („wykluczaniu”) ludzi poprzez skazywanie ich na nędzę lub życie z „socjału”.

I rzeczywiście – w tą inicjatywę zaangażowali się posłowie bardzo różnych opcji. Dzięki poparciu posła Aumillera z Samoobrony (do niedawna UP) doszło do prezentacji tej idei na forum Komisji Rolnictwa. Posłanka Murias z LPR złożyła projekt ustawy i z dużym zaangażowaniem koordynowała prace nad tym projektem. Nie do pominięcia jest też wkład posła Sawickiego z PSL.

Jednak pierwsza próba przyjęcia ustawy zakończyła się niepowodzeniem (na szczęście mamy koniec kadencji i można mieć nadzieję, iż przez nowy parlament zostanie ona przyjęta).

Z całą pewnością rozwój klastrów nie leży w interesie dużych przedsiębiorstw i instytucji finansowych (w ramach klastra mogą pojawiać się alternatywne dla kredytów ¼ródła finansowania). Nic więc dziwnego, że niepowodzenie tej inicjatywy ustawodawczej zostało skomentowane jako zwycięstwo sił politycznych dostrzegających jedynie potrzeby wielkich przedsiębiorstw i rynków finansowych, uważających - że to są najważniejsze elementy gospodarki (PO, SLD). Jednak można wskazać także na inne – być może bliższe prawdy przyczyny. Teoria klastrów pokazuje bowiem, że można połączyć dbałość o interesy szerokich mas społecznych z dbałością o gospodarkę. Trudno przypuszczać, by politykierstwo w naszym parlamencie było tak duże, iż wskazane argumenty nie mają znaczenia. Problem w tym, że przeciętny poseł nie ma czasu na analizowanie argumentów. Teoretycznie rzecz biorąc, sejm dysponuje zapleczem, które powinno dokonać opracowania ustaw zarówno pod względem merytorycznym jak i legislacyjnym w sposób rzetelny i dający możliwie pełny obraz skutków proponowanych rozwiązań. Tymczasem opracowane przez sejmowe Biuro Studiów i Ekspertyz opinie okazały się tak absurdalne, że inicjatorzy klasteringu z Podkarpacia zdecydowali się zawiadomić prokuraturę o przestępstwie działania na szkodę interesu publicznego (poprzez nie dopełnienie obowiązków), dokonanego przez dyrektora tego biura.

Sejm jest ulubionym “chłopcem do bicia” mediów i polityków, którzy swoją ofertę kierują do czytelników brukowców. Czytając wyznania urzędującego premiera, że sejm “delikatnie mówiąc” nie jest dla niego ¼ródłem prawa, lub obserwując jego pokrzykiwania z trybuny sejmowej obywatel zdający sobie sprawę z tego, iż te obelgi dotykają pośrednio także jego, może czuć się urażony. Jednak nie ulega wątpliwości iż część publiki podnieca, to iż ktoś “im” dokopał. Nie powinno więc dziwić, pogardliwe traktowanie sejmowych organów przez marszałka Cimoszewicza!

Sejm jest odzwierciedleniem naszego społeczeństwa. I tak jak w społeczeństwie – wśród posłów są ludzie mądrzejsi i głupsi. Są też ludzie prawi, pełni troski o dobro wspólne i zwykli karierowicze. Nigdzie na świecie parlament nie składa się z samych świętych geniuszy. Jeśli więc ktoś szanuje demokrację – powinien pogodzić się z tą oczywistością. Opinie o parlamencie są kształtowane na postawie “niusów” dotyczących posłów. O wiele ważniejsze jest jednak funkcjonowanie całego systemu stanowienia prawa. Niestety – ujawnione przez sejmowe komisje śledcze nieprawidłowości w tym zakresie, nie wydają się być czymś wyjątkowym. Przekonali się o tym inicjatorzy wspomnianej ustawy. Tworzenie prawa poza parlamentem (przez rząd lub lobbystów) wydaje się być w tym systemie czymś najbardziej naturalnym.

 

Samorządne społeczeństwo

 

W Polsce po roku 1989 mieliśmy szczęście doświadczyć kilku lat wolności gospodarczej, której efekty są przedstawiane jako sukces polskiej transformacji ustrojowej. Pó¼niej jednak nastąpił czas ustawicznych “reform” mających uporządkować gospodarkę. Wiara w możliwość optymalnego urządzenia państwa przez ekspertów nie słabnie – pomimo narastających problemów (na dodatek w Polsce wielu z tych ekspertów całkiem niedawno zajmowało się wychwalaniem socjalistycznej ekonomii). Problem ten jest szczególnie poważny obecnie, gdy wzrasta znaczenie środków wydatkowanych w ramach różnych unijnych programów. Niebezpieczeństwa zewnętrznej pomocy finansowej są dobrze znane. Na dodatek na takich samych zasadach są wydawane środki uzyskiwane od naszych obywateli (składka unijna to ok. 300 zł/mieszkańca). I nie jest bynajmniej najważniejsze, czy nasz kraj uzyska więcej środków niż wpłacił. Jeśli uzyskiwane fundusze nie zostaną dobrze wykorzystane – stracimy w każdej sytuacji. Wobec złożoności gospodarki, w której jest tak wiele niewiadomych, każdy krytycznie myślący człowiek może czuć się zagubiony. Potrzeba nie lada odwagi intelektualnej, by zaakceptować sytuację w której obszar naszych działań w tak niewielkim stopniu poddaje się kontroli. Stąd skłonność do stosowania różnych upraszczających schematów, pozwalających podejmować działania w wielkiej skali, podatne na odgórne sterowanie. Jednak w takich działaniach najbardziej efektywne są duże korporacje, które mają odpowiednie środki, doświadczenie i technologie. We współczesnej gospodarce jest miejsce dla każdego: drobnego przedsiębiorcy i wielkiego koncernu. Podmiotem troski naszego państwa nie powinien być jednak rozwój koncernów (one sobie same poradzą), ale społeczności lokalnych. Dzięki rozwojowi klastrów w warunkach konkurencji wolnorynkowej mogą one z czasem stać się konkurencyjne nawet w skali międzynarodowej. Doskonałym przykładem są klastry włoskie. Tego nie da się wymyślić przy biurku, ale musi to być wynik oddolnych działań. Odgórnie można przekazywać wiedzę, standardy organizacyjne oraz tworzyć zasady działania obniżające koszty rozpoczęcia i prowadzenia działalności gospodarczej. Podstawą działania klastrów musi być przedsiębiorczość związana z wykorzystaniem atutu lokalizacji, współzawodnictwo o lokalne zasoby i współdziałanie w celu uzyskania wzrostu konkurencyjności. Jeśli w miejsce tego powstanie współzawodnictwo o rozdawane fundusze, oraz pozorne działania (byle pasowały do schematu) to w miejsce klastrów powstaną struktury klastro-podobne niezdolne do trwałego funkcjonowania.

 

Wykorzystać okazję

 

Wielokrotnie wieś stanowiła mało widoczne zaplecze wielkich przemian gospodarczych. Najbardziej drastycznym przykładem może być bolszewicka rewolucja w Rosji (grabież wsi przyjęła wówczas ludobójczy charakter). Obecna potęga gospodarcza Chin jest budowana dzięki masom chłopskim stanowiącym tanią siłę roboczą dla dynamicznie rozwijającego się przemysłu.

W Polsce okresu powojennego nie do pominięcia była rola chłopo-robotników, którzy dzięki niskim kosztom utrzymania (zapewnianym przez wielopokoleniowe gospodarstwa rolne) stanowili tanią siłę roboczą potrzebną dla odbudowy i rozwoju kraju. Także współcześnie trudno nie dostrzec roli wsi w łagodzeniu skutków wielkich reform.

Obecnie powstały dogodne warunki do tego, by przemiany na polskiej wsi stały się istotnym elementem rozwoju kraju. Trzeba jednak skończyć z powszechną pogardą w stosunku do chłopów.

Ich zaradność i determinacja nie zasługują na to, by je nazywać “chłopską pazernością”. Należy uszanować odrębność wsi, ale nie tworzyć sztucznych barier. Gospodarka wiejska w znacznym stopniu pozostaje czymś w rodzaju “obcego terytorium” (z wymianą graniczną dokumentowaną fakturą RR). W tym samym czasie, gdy sejmowi “eksperci” oponowali przeciw klastrom jako nowym strukturom w gospodarce, wprowadzono do naszego prawa bez żadnych oporów europejskie zgrupowanie interesów gospodarczych, które ułatwia wejście na nasz rynek współpracującym ze sobą podmiotom z różnych krajów. Zaś przejście z jarmarku na rynek milionów mieszkańców wsi nadal jest utrudnione (aczkolwiek zmiany w ustawie o VAT wskazują na to, że problem ten jest już obecnie dostrzegany).

Pojęcia, które do niedawna były używane jedynie przez działaczy społecznych i idealistów, pojawiają się coraz częściej w dziełach ekonomistów, zastanawiających się nad współczesnymi podstawami przewagi konkurencyjnej. Idea godnego społeczeństwa nie przegrywa z ekonomią, ale z doktrynerstwem jej wyznawców. Potrzeba mądrości i determinacji, aby to zmienić.

Jerzy Wawro, sierpień 2005