Można się pytać co ja informatyk robiłem na forach w branży rolno-spożywczej organizowanych w ramach promocji gron przedsiębiorczości przez WSIiZ w Rzeszowie. Pomijając niezaprzeczalny fakt, że każdy chce smacznie i zdrowo zjeść, klastering jet chyba najrozsądniejszą propozycją dla obszarów wiejskich. Byłem tam aby dopilnować interesu tych, którzy do miasta mają daleko. Ktoś musiał wkładać przysłowiowy "kij w mrowisko".
Uczestnicząc w pracach nad ustawą o grupach firm rodzinnych przekonaliśmy się przed jaką blokadą mentalną stoja klastry. Nikt - łącznie z legislatorami sejmowymi - nie mógł zrozumeć, że tworzymy sieć firm a nie jakąć dodatkową formę prawną. Postarałem się coś na ten temat napisać. W Europie mamy klastry, w Japonii keiretsy, w Korei czebole, na tajwanie CFB-esy. W Polsce mamy?????
Czytaj więcej: Grupy biznesów rodzinnych - nowy paradygmat konkurencyjności
Nie trzeba czytać prac Svetazara Pejovicha czy Douglassa Northa (twórcy teorii neoinstytucjonalnej) aby się dowiedzieć, że największym kosztem gospodarczym jest brak zaufania i wysoki „koszt wymuszenia transakcji”. Nasza gospodarka pilnie powinna poszukiwać rozwiązań gospodarczych opartych o zaufanie. Rozwiązań, które minimalizowałyby wpływ zachowań nieprzewidywalnych. Pomóc może albo „intuicja inżynierska”, albo analiza gospodarek, które osiągnęły sukces mimo braku bogactw naturalnych.
Zwracamy uwagę na gospodarki dalekiego wschodu, gdyż tam świadoma polityka państwa doprowadziła do powstania konglomeratów (japońskie keiretsy, koreańskie czebole), które doprowadziły do zagospodarowania zasobów niemożliwych do zagospodarowania, przy liberalnym rozumieniu konkurencyjności
Czytaj więcej: Grupy biznesów rodzinnych - nieliberalne rozumienie konkurencyjności